sobota, 31 sierpnia 2013

Moja opinia: Peeling cukrowy Green Pharmacy

Cześć dziewczyny!


Tak jak pisałam w poprzednim poście, dziś mam dla Was krótką recenzję peelingu cukrowego z Green Pharmacy. Znalazłam go w czerwcowym Shinyboxie i na początku bardzo się ucieszyłam, bo do tej pory używałam tylko peelingów z Joanny. Niestety trafiłam na zapach: róża piżmowa i zielona herbata, którego bym w życiu sama nie kupiła. Po prostu nie znoszę zapachu róży w kosmetykach. Ten w dodatku jest strasznie intensywny. Ale przecież nie zapach jest najważniejszy w kosmetyku, a działanie, więc mimo wszystko zaczęłam go używać.




Firma Green Pharmacy produkuje kosmetyki, które mają składy dość dobre, w miarę  naturalne- peeling pozbawiony jest parabenów, silkionów, SLS'ów oraz SLES'ów, co przemawia zdecydowanie na plus tego produktu. Ładnie ściera martwy naskórek, nie podrażnia, całkiem dobrze oczyszcza. Pojemność to 300 ml, więc całkiem sporo, ale na wykonanie peelingu całego ciała starcza tylko na ok. 6-8 razy, więc nie jest  zbyt wydajny


Bardzo zmartwiła mnie jednak obecność parafiny- na drugim miejscu w składzie (!). Jak wiadomo ma ona działanie komedogenne. Składnik ten nigdy nie dał mi się we znaki ta jak w przypadku tego peelingu. Zauważyłam po jego kilkukrotnym użyciu sporo zaskórników, nawet na udach. Dodatkowo peeling ten pozostawia strasznie tłusty, nieprzyjemny film na skórze, czego bardzo nie lubię.


Konsystencja jest dość "zbita", peeling nie wylewa się z opakowania. Kryształki cukru bardzo dobrze się rozpuszczają.
Samo opakowanie wygląda bardzo ładnie, estetycznie. Szata graficzna na opakowaniu jest przejrzysta i zachęca konsumentów do sięgnięcia po ten produkt. Peeling zabezpieczony jest folią, więc nie ma obawy o to, że ktoś "maczał w tym palce" xD 

Cena tego produktu to ok. 16 zł. Znajdziecie go w większości drogerii (Hebe, Rossmann, Natura).


Czy ponownie kupiłabym ten produkt? Zdecydowanie nie (miałam problem by zużyć to opakowanie). Niestety w moim odczuciu peeling ten ma więcej wad niż zalet, ale mimo wszystko cieszę się, że go wypróbowałam i mogłam podzielić się z Wami swoimi odczuciami ;)

A czy Wy używałyście tego peelingu? Co sądzicie o produktach tej marki, lubicie? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach ;)


piątek, 30 sierpnia 2013

Nominacja do Liebster Blog Award

Cześć dziewczyny!

Ostatnio zostałam nominowana dwukrotnie do LBA, z czego bardzo się cieszę;) Nominowały mnie:

Daria S
Kaha



“Nominacja do ‘Liebstera’ jest otrzymywana, za dobrą pracę. 
Przyznaje się ją blogom o niższej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość rozpowszechnienia bloga.  

Po odebraniu owej nominacji, należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informując je o tym), oraz zadaje im 11 pytań. 
Nie można nominować osoby, która Cię wybrała!”




Postanowiłam napisać o tych nominacjach w jednym poście, gdyż trudno byłoby mi wytypować aż 22 różne osoby ;)

Zacznijmy od pytań Darii S:

1. Co spowodowało, że założyłaś/eś bloga?
Odp: Od kilku lat oglądałam filmiki dziewczyn na YT (np. Katosu, digitalgirl13, Maxineczka) i coraz bardziej wkręcałam się w ten "kosmetyczny świat". Pewnego dnia stwierdziłam, że moja miłość do kosmetyków jest tak silna, że muszę się nią z kimś podzielić :D 

2. Czy spełniłaś/eś wszystkie swoje postanowienia noworoczne?
Odp: Raczej nie robię sobie żadnych postanowień noworocznych ;)

3.Czy masz jakieś zwierzęta?
Odp: Tak, 4 koty ;)

4.Twoje ulubione danie?
Odp: Ciężko stwierdzić, bo raczej jestem wszystkożerna, łatwiej byłoby zapytać jakiego dania nie lubię, wtedy odpowiedziałabym bez wahania, że jest to krupnik ;D

5.Gdzie pracujesz?
Odp: Nie pracuję.

6.Jaka jest Twoja wada?
Odp: Ciężko pogodzić mi się z porażką,przegraną itp. 

7.Ile czasu dziennie spędzasz w internacie czytając lub pisząc bloga?
Odp: W internacie raczej nie bywam ;D Nie no, żartuję, rozumiem, że to literówka ;P Odkąd założyłam bloga (czyli w okresie wakacyjnym) poświęcam mu większość swojego czasu. Gdy zacznie się rok akademicki zapewne ulegnie to zmianie i będę sobie mogła pozwolić na blogowanie ok. godzinkę dziennie ;)

8.Twój ulubiony perfum?
Odp: Nina by Nina Ricci

9.Czy lubisz zamawiać różne rzeczy przez internet?
Odp: Czy lubię? Niekoniecznie. Decyduję się na to tylko w przypadku kupna kosmetyków, których nie można dostać stacjonarnie lub które są w sklepach stacjonarnych duuużo droższe. Nigdy jednak nie kupiłabym ubrań przez internet. Wolę wszystko przymierzyć, dotknąć, zobaczyć na własne oczy.

10. Jakie jest Twoje marzenie?
Odp: Nie mogę napisać, bo się nie spełni ;D

11. O czym będzie kolejny post na Twoim blogu :D?
Odp: O peelingu cukrowym z Green Pharmacy. 

Teraz pora na pytania zadane przez Kahę: 

1. Czym się aktualnie zajmujesz [Studia/praca] ?
Odp: Studiuję chemię.

2. Gdzie spędziłabyś wymarzone wakacje?
Odp: Nieważne gdzie, ważne z kim ;)

3. Na co wydałabyś wygrane 1000 zł?
Odp: Zależy czego bym w danym momencie potrzebowała, ale na chwilę obecną kupiłabym nowy aparat, by móc robić wreszcie jakieś porządne zdjęcia na bloga ;D

4. Ulubiony film?
Odp: Ciężko stwierdzić. Lubię większość filmów, w których występuje Hugh Grant (czyli rzecz jasna komedie romantyczne) :D Jeżeli zaś chodzi o ambitniejsze kino to zdecydowanie Pianista, Forrest Gump czy Leon Zawodowiec ;) Z polskich- Dzień Świra. Także jak widać, nie ma dla mnie ograniczeń jeżeli chodzi o kategorię filmu ;)

5.Twój ideał faceta?
Odp: Ideały nie istnieją. Ze swojego jestem całkiem zadowolona haha :D 

6. Najgłupsza rzecz jaką zrobiłaś w życiu?
Odp: Rezygnacja ze szkoły muzycznej, po 7 latach grania.

7. Jak lubisz spędzać wolne dni?
Odp: Najbardziej lubię je spędzać ze swoim chłopakiem. Jeżeli zaś nie ma takiej możliwości to po prostu biorę książkę, herbatkę i czytam. No i oczywiście przeglądam blogi :D 

8. Co chciałabyś robić w przyszłości?
Odp: Szczerze? Być chemikiem :D Najlepiej pracującym na uczelni jako wykładowca, lub w laboratorium jakieś firmy kosmetycznej ;)

9. Co w życiu dla Ciebie jest najważniejsze?
Odp: Miłość, zdrowie. 

10. Napisz kilka faktów o sobie (minimum 5).

  • cierpię na aichmofobię- strasznie boję się wszystkiego co jest ostro zakończone np. igieł. Do tego stopnia, że staram się jak ognia unikać wszelkich szczepień, pobierania krwi itp. Z tym powiązany jest też chyba mój lęk przed wężami- nie wejdę nigdzie, gdzie trawa jest wysoka, nie wykąpię się w stawie (gdzie oczywiście czeka na mnie zaskroniec!):D Po prostu boję się ukąszenia, które także wiąże się z ukłuciem :D
  • uwielbiam herbatę, za to nienawidzę kawy
  • nigdy nie paliłam, nie palę i palić nie będę. Nie rozumiem, jak papierosy mogą komuś "smakować"? 
  • uwielbiam buty na obcasie, ale przez problemy z kręgosłupem w ostatnim czasie coraz rzadziej je noszę. Mam ich jednak całkiem sporo.
  • Nie lubię się opalać. 
11.Ile masz lat?
Odp: 7 września skończę 20. 


Moje pytania:

1. Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?
2. Jaka jest Twoja ulubiona firma kosmetyczna?
3. Kawa czy herbata?
4. Jaki masz kolor włosów?
5. Gdybyś miała wybrać tylko jeden kosmetyk to byłby to... ?
6. Opisz siebie jednym słowem.
7. Kolorówka czy pielęgnacja?
8. Jak długo prowadzisz bloga?
9. Spódniczka czy spodnie?
10. Jak najczęściej wygląda Twój makijaż?
11. Jaki kraj odwiedziłabyś najchętniej?


Moje nominacje:


Wszystkie wyżej wymienione osoby serdecznie zachęcam do udziału w zabawie, a sama jeszcze raz dziękuję za 2 nominacje ;)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Makijaż: jak wykonałam swoje pierwsze smoky eye

Cześć dziewczyny!

Dziś post nieco inny niż zwykle, a mianowicie makijaż. Długo się zastanawiałam czy w ogóle go wrzucić, bo, nie będę ukrywać, robiłam ten makijaż po raz pierwszy i niezbyt mi się udał :D W każdym razie, ostatecznie zdecydowałam się na pokazanie Wam co wyszło z moich pierwszych zmagań ze smoky eye (proszę o wyrozumiałość :D )

Tak się prezentuje mój pierwszy smoky:



Do wykonania tego makijażu użyłam następujących kosmetyków:


* paletka Sleek- Oh so special
* paletka Technic- Metalix
* żelowy eyeliner - Essence
* kredka Oriflame Eye Intensity w kolorze Charcoal Grey
* Mascara Maybelline- the Falses Volum' Express Black Drama
* Płyn Duraline- Inglot
* zalotka

Wykonanie:


Jako cienia bazowego użyłam cienia szaro-brązowego (1) z paletki Oh so special

Dalej nakładałam cienie w następującej kolejności (paletka Technic Metalix)- kierując się od środka w stronę zewnętrznego kącika:


Czarny cień (4) nałożony w załamanie powieki roztarłam cieniem w kolorze bardzo ciemnej śliwki (?:D) z paletki Oh so special (pierwszy od prawej na górze)- niestety zapomniałam zaznaczyć go numerkiem. Wszystkie granice porozcierałam czystym pędzelkiem.

Zewnętrzny kącik rozświetliłam srebrzystym cieniem (5). Następnie namalowałam kreskę eyelinerem, a na linię wodną nałożyłam szarą kredką z Oriflame. Dolną powiekę zaznaczyłam czarnym (4) i srebrzystym (5) cieniem i roztarłam wszystko czystym pędzlem. Pod 'jaskółką' zrobioną czarnym linerem nałożyłam srebrną kreskę- cień nr 5 zmieszany z kroplą płynu Duraline. Rzęsy podkręciłam zalotką i wytuszowałam. 

A oto efekty:





Jak widać jeszcze baaardzo dużo mi brakuje, by osiągnąć ładny efekt smokey eye, szczególnie kuleje u mnie rozcieranie cieni, ale cóż, trzeba ćwiczyć dalej ;) Mam nadzieję, że jakoś przebrnęłyście przez ten post. Co sądzicie o makijażu smoky eye? Czy same potraficie go wykonać? Czekam na Wasze opinie w komentarzach:)


środa, 28 sierpnia 2013

Moja opinia: Lakier Rimmel 60 seconds- nr 500- Caramel Cupcake

Cześć dziewczyny!

Dziś krótka opinia i swatche lakieru z Rimmela, o które prosiła mnie jedna z moich czytelniczek.



Lakier pochodzi z serii 60 seconds. Bardzo lubię lakiery z tej serii, więc gdy tylko w Superpharm zobaczyłam, że posiadaczki karty Lifestyle mogą kupić go za 5,99 zł nie wahałam się ani chwili. Stanęłam jednak przed dylematem jaki kolor wybrać, bo prawie cała seria bardzo przypadła mi do gustu. Zdecydowałam się na coś jasnego, nadającego się na co dzień i wyglądającego schludnie na paznokciach, a mianowicie na piękny kolor Caramel Cupcake (czyż sama nazwa nie zachęca? :D). Jest to klasyczna "kawa z mlekiem". Rozprowadza się go bardzo łatwo, ma dość duży pędzelek, dzięki któremu wystarczą 2 pociągnięcia na paznokciu i gotowe. Niestety, tak jak większość jasnych lakierów, pozostawia delikatne smugi na paznokciach, ale po użyciu top coatu nie są one aż tak bardzo widoczne. Lakier rzeczywiście wysycha w 60 sekund (a może nawet krócej)- oczywiście chodzi o pierwszą warstwę. Jedna warstwa kryje dość ładnie, ja jednak zawsze stosuję 2 warstwy, by kolor był bardziej intensywny. 


Informacja od producenta (źródło: wizaż)

Lakier do paznokci wysycha w mniej niż 60 sekund, aplikacja dzięki szerokiemu pędzelkowi trwa zaledwie 1 sekundę, co zapewnia ekspresowy kolor na paznokciach w każdych warunkach. Głębokie nasycone kolory, piękny połysk i wysoka trwałość.

Konsystencja lakieru jest bardzo fajna, lejąca: 


Na paznokciach ( po zastosowaniu 2 warstw lakieru oraz top coatu) lakier prezentuje się tak:


Lakier utrzymuje się na paznokciach około 5 dni (nawet przy wykonywaniu prac domowych, typu mycie naczyń, sprzątanie;)).
Dostępność: lakiery z tej serii dostaniecie w każdej drogerii ( przynajmniej sama nie spotkałam się z tym, żeby gdzieś go nie było;)). Cena regularna to ok. 10 zł.
Pojemność to 8 ml. 
























Podoba Wam się ten lakier? Może miałyście jakiś inny kolor z tej serii? Czekam na Wasze opinie w komentarzach ;)

P.S. Muszę się Wam pochwalić, że udało mi się wygrać w rozdaniu u Wercia Kurka świetny zestawik kosmetyków firmy FM. Pierwszy raz w życiu coś wygrałam, więc baaardzo się cieszę ;)


wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdanie u rudaa12

Cześć dziewczyny!

Dziś chciałabym Was zachęcić do wzięcia udziału w świetnym rozdaniu (sama oczywiście także biorę w nim udział;)). Aż 11 osób zostanie nagrodzonych!
link do rozdania macie tutaj


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Godne polecenia: Paletka Technic

Hej! ;)

Dziś chciałabym Wam pokazać moje ostatnie odkrycie, a mianowicie paletkę Technic. Jak widzieliście w moim haul'u, jestem szczęśliwą posiadaczką wszystkich dostępnych paletek tej firmy (szkoda, że na razie można dostać ją tylko w trzech wersjach kolorystycznych). Dziś powiem Wam troszkę na temat paletki z najbardziej intensywnymi barwami- od żółci, przez zielenie, po niebieskie i fiolety. 


Paletki te są często porównywane do kultowych paletek Sleeka, a porównanie to nie jest bezpodstawne. Jak widzicie, już opakowanie jest bardzo podobne, wielkość paletek jest niemal identyczna. Opakowanie jest wykonane solidnie, w środku znajduje się 12 cieni, lusterko i pacynka do nakładania cieni (która niestety, jak w większości paletek spisuje się niezbyt dobrze).


Jeżeli chodzi o same cienie, są one całkiem dobrze napigmentowane. Z bazą utrzymały się u mnie około 8 godzin (po czym zmyłam makijaż, ale cienie prezentowały się po tych 8 godzinach nadal całkiem nieźle). Minusem dla niektórych może być to, że w tej paletce (tak jak i w pozostałych dwóch wersjach kolorystycznych) nie znajdziemy żadnego matowego cienia, wszystkie są dość mocno perłowe. Niewypałem w tej paletce jest tylko jeden cień-żółty (pierwszy od lewej na górze :)), którego pigmentacja pozostawia wiele do życzenia- bardzo dobrze sprawdza się jednak jako cień rozświetlający wewnętrzny kącik oka. Najładniej prezentują się na oku cienie niebieskie, zielone oraz fioletowe- ich kolor jest najbardziej intensywny. Cienie można nakładać zarówno na sucho jak i na mokro.

Swatche na ręce (bez bazy) - w świetle słonecznym :

Cena tej paletki to jedynie 11,90 zł. Ja swoją kupiłam tutaj, bo tylko w tej drogerii znalazłam wszystkie wersje kolorystyczne. Dostępne są w większości drogerii internetowych, a także na allegro, w podobnych cenach.

Tutaj przykładowy makijaż z użyciem 2 cieni z prawej strony na górze oraz żółtym do rozświetlenia wewnętrznego kącika. Wybaczcie brak precyzji, dopiero uczę się wykonywać makijaże, a na razie idzie mi to dość opornie :D 




Muszę powiedzieć, że paletka ta naprawdę mnie zaskoczyła. Myślałam, że nie mogę się wiele spodziewać po cieniach kupionych za tak niską cenę.Okazało się jednak inaczej- są one genialne. Można nimi wykonać zarówno delikatny makijaż dzienny, jak i bardziej intensywny np. na jakąś imprezę. Po przetestowaniu mogę śmiało stwierdzić, że porównywanie tych cieni do Sleek'a jest jak najbardziej uzasadnione, są one bardzo podobne pod względem pigmentacji, opakowania, trwałości, tylko cena jest prawie trzykrotnie niższa. I jak tu ich nie polecić? ;)
Słyszałyście kiedyś o tych paletkach? A może także jesteście posiadaczkami? Odpowiedzi piszcie w komentarzach. Pozdrawiam ;)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Moja opinia: Pomadka Revlon ColorBurst

Witajcie Kochane!;)

Ostatnio w moim haul'u mogłyście zobaczyć pomadkę z Revlonu. Dziś pora na jej recenzję. 






















W ostatnim miesiącu ta właśnie pomadka najczęściej gościła na moich ustach. Jest ona wprost idealna- nie podkreśla suchych skórek, doskonale nawilża usta, ma kremową konsystencję. Utrzymuje się do ok. 5 godzin (oczywiście jeśli nic nie jemy). Opakowanie jest wykonane solidnie i wygląda bardzo elegancko. Szminka nie topi się w opakowaniu, mimo wysokich temperatur. Łatwo rozprowadza się ją na ustach- w zależności od tego ile jej nałożymy, możemy otrzymać coraz bardziej intensywny kolor.


Mój ColorBurst to nr 008- Candy Pink. Gdy ją kupiłam, myślałam, że przyjdzie do mnie intensywnie fuksjowa pomadka. Okazało się jednak, że kolor ten jest bardzo delikatny- idealnie nadaje się na co dzień. Nie jest to pomadka matowa- daje na ustach efekt nabłyszczenia. Z czasem efekt ten troszkę zanika. Szminka ściera się równomiernie. 

Opis producenta:

Głęboki, wyrazisty kolor, który uwielbiasz. Lekkość, o jakiej marzysz. Dla kobiety, która z pasją dobiera kolor pomadki, każdy z odcieni ColorBurst starannie wybrała Gucci Westman - znana wizażystka i Światowy Dyrektor Artystyczny marki Revlon. Wszystko po to, by zapewnić Twoim ustom eksplozję głębokiej, PRAWDZIWEJ barwy. Innowacyjne pigmenty błyskawicznie nadają ustom wyrazisty kolor, już od pierwszego muśnięcia!

W pomadce ColorBurst marka Revlon wykorzystała technologię Elasticolor. Dzięki niej usta są równomiernie pokryte intensywnym Kolorem, a pomadka idealnie się do nich dopasowuje - jak druga skóra!

Nowa pomadka Revlon ColorBurst to luksus dla ust. Zapewnia wyrazisty kolor jednocześnie ich nie obciążając. Jest dostępna w wyjątkowej palecie odcieni - pozwalając kobietom wyrazić się poprzez kolor swoich ust.
- Innowacyjne pigmenty nadają ustom głęboki, wyrazisty kolor i to już od pierwszego muśnięcia.
- Unikatowa technologia Elasticolor otula usta nasyconym kolorem, a przy tym pozostawia uczucie lekkości.
- Filmotwórcze polimery odżywiają usta i sprawiają, że kolor jest bardziej trwały
- Substancje nawilżające i antyoksydanty, w tym olejek ze słodkich migdałów, wygładzają usta.
Dostępna w 9 kuszących kolorach.



Swatche:



Cena pomadki to ok. 45 zł w sklepach stacjonarnych. Ja swoją kupiłam za jedyne 12,90 zł tutaj. Na tej stronie znaleźć możecie tą pomadkę także w 3 innych kolorach :
  • Pink Sugar 
  • Hazelnut
  • Cherry Ice
Jak podoba Wam się efekt, który daje ta pomadka? Miałyście kiedyś którąś z pomadek z tej serii? Odpowiedzi piszcie w komentarzach;)

sobota, 24 sierpnia 2013

Szukamy maseczki idealnej - tydzień pierwszy. Maseczka z mąki, z dodatkiem miodu i rumianku - DIY

Więcej na temat akcji znajdziecie tutaj.
Włączając się do akcji postanowiłam, że będę wykonywać maseczki wyłącznie domowej roboty (ze względu na dość częste uczulenia pojawiające się na mojej twarzy po użyciu maseczek drogeryjnych). Dziś pokażę Wam pierwszą maseczkę przeznaczoną do cery mieszanej i tłustej. Wykonuje się ją banalnie. Oto składniki, które potrzeba, by "przyrządzić" taką maseczkę:

Potrzebne nam będą: 
*mąka pszenna
*miód 
*herbata rumiankowa (wcześniej zaparzona)
*duża łyżka
*mała łyżeczka
*miseczka
*coś do nakładania maseczki ( w moim przypadku jest to pędzel do podkładu)

Sposób wykonania:

Do miski wsypujemy 2 łyżki mąki pszennej, dodajemy małą łyżeczkę miodu i wlewamy powoli jeszcze ciepłą herbatę rumiankową. 

Maseczka powinna mieć konsystencję gęstej pasty- mniej więcej taką : (teraz zobaczycie mój "profesjonalny" filmik xD)

Miód nawilża skórę i utrzymuje jej odpowiedni poziom wilgotności. Ujędrnia, ułatwia walkę ze zmarszczkami. Ma działanie antybakteryjne. Złuszcza naskórek. Zwęża pory. Skóra staje się dzięki niemu gładka i jędrna. 

Rumianek to zioło o właściwościach pielęgnacyjnych. Nadaje się nawet do cery bardzo suchej i wrażliwej. Łagodzi podrażnienia, zmniejsza obrzęki, odświeża. Działa przeciwzapalnie. Lekko rozjaśnia skórę. 

Mąka jest składnikiem, który "wiąże" maseczkę. Posiada jednak wiele składników odżywczych, które pozytywnie wpływają na naszą skórę. 


Maskę należy zmyć po 15 minutach letnią wodą. 

Jak widzicie, maseczka ta składa się z samych naturalnych składników, przyjaznych dla naszej skóry. Po zmyciu (które jest dość ciężkie i czasochłonne, gdyż na twarzy tworzy się coś w stylu kleju) skóra stała się gładka i matowa- zniknęło towarzyszące posiadaczom mieszanej i tłustej skóry błyszczenie się. Zauważyłam też dość duże zwężenie porów na nosie.
Mogę ocenić tą maskę na 4+/5 . Pół punktu odjęłam za trudne zmywanie.

Co Wy sądzicie o takiej maseczce? Znacie jakieś maseczki, które można zrobić samemu? Odpowiedzi piszcie w komentarzach ;)

Szukamy maseczki idealnej


Postanowiłam przyłączyć się do akcji "szukamy maseczki idealnej" organizowanej przez blog www.pasjekaroliny.blogspot.com -tutaj znajdziecie regulamin . Akcja ta jest świetną mobilizacją dla dziewczyn, by chociaż raz w tygodniu "zaserwowały" sobie maseczkę. Dodatkowo przez zamieszczanie recenzji na temat każdej maski możemy znaleźć swojego maseczkowego faworyta ;) Do przyłączenia się do akcji zapraszam następujące osoby:
Cathy
justysiowa
Dagusia
Berni
Avida Dollars

piątek, 23 sierpnia 2013

Moja opinia: suchy szampon Schauma

Witajcie Kochane,

Dziś miał pojawić się post ze swatchami i makijażem wykonanym jedną z moich paletek Technic, niestety rozłożyła mnie choroba i nie byłam w stanie zrobić zdjęć. Obiecuję, że post ten pojawi się na pewno na początku przyszłego tygodnia. Teraz zapraszam Was jednak na króciutki post recenzujący.



Bohaterem tego posta jest suchy szampon Schauma (Schwarzkopf) Świeżość Bawełny do włosów lekko po mocno przetłuszczających się. Powiem szczerze, że do formuły suchego szamponu podchodziłam dość sceptycznie. Nie mogłam uwierzyć, że jakiś "proszek" rozpylony na mojej głowie może odświeżyć moje włosy i sprawić, by wyglądały one na dopiero co umyte. Lubię jednak testować wszelakie nowości, dlatego postanowiłam zaryzykować i mimo wszystko kupić ten "dziwaczny" szampon ;)

Muszę przyznać, że zostałam pozytywnie zaskoczona, bo szampon ten okazał się całkiem dobrym produktem. Oczywiście, tak jak się spodziewałam, jego użycie nie zastąpi nam klasycznego mycia włosów- sam producent zapewnia jednak, że otrzymamy jeden dodatkowy dzień świeżości bez konieczności mycia włosów. Z tym twierdzeniem mogę zgodzić się w 100 %. W kryzysowych sytuacjach, gdy np. nie umyłyśmy włosów, a nagle wyskakuje nam jakieś wyjście i nie mamy zbyt wiele czasu na przygotowanie się, szampon ten spisuje się na medal.

Plusy szamponu:
-łatwa aplikacja- wystarczy wstrząsnąć produkt i rozpylić go z odległości ok. 20 cm na włosy, następnie wmasować palcami u nasady włosów i nadmiar dokładnie wyczesać,
-w dosłownie kilka sekund odświeża włosy,
-pochłania nadmiar sebum, dzięki czemu pozbywamy się efektu tłustych włosów,
-zwiększa objętość włosów u nasady,
-jest dość wydajny- starcza na ok. 15-20 użyć.

Minusy szamponu:
-bieli włosy, więc konieczne jest wyczesanie proszku po użyciu (szczególnie w przypadku osób z ciemnymi włosami),
-dość ostry zapach (nie każdemu jednak przeszkadza).

Skład szamponu: 

Za 150 ml szamponu zapłacić trzeba ok. 13 zł. Dostępny w Naturze i pewnie także w innych znanych drogeriach. 
Podsumowując, uważam, że szampon ten jest genialnym produktem do szybkiego odświeżenia włosów, radzi sobie świetnie nawet z bardzo przetłuszczonymi włosami.  Pamiętajmy jednak, że nic nie zastąpi tradycyjnego mycia włosów;)

A jakie jest Wasze zdanie na temat suchych szamponów? Używałyście? Napiszcie mi swoje opinie w komentarzach ;)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Wielki wakacyjny haul kosmetyczny

Witajcie Kochane :)

W ten ponury wieczór, siedząc przed laptopem przy ciepłej herbatce i z moją ciężarną kicią obok mnie postanowiłam wrzucić Wam jakiś lekki i przyjemny post (przynajmniej dla mnie posty tego typu takie właśnie są :)). Co prawda dziś miał być post nieco inny, ale aura nie nastraja mnie kompletnie do pisania na poważniejsze tematy. Będzie więc post, który miał pojawić się dopiero pod koniec wakacji (czyli pod koniec sierpnia, choć moje wakacje kończą się dopiero 30 września ;D). Sama bardzo lubię czytać i oglądać filmy na yt na temat Waszych zdobyczy zakupowych (nie lubię jednak, gdy blogerki zajmują się wyłącznie umieszczaniem tego typu postów). Z takich postów bardzo często dowiaduję się o nowych produktach dostępnych w drogeriach, bądź o takich produktach, na które po prostu nigdy sama nie zwróciłabym uwagi będąc w sklepie, a które są naprawdę dobre. Mam nadzieję, że post ten przypadnie Wam do gustu :)
Od razu mówię, że jest tego sporo, są to rzeczy kupione na przełomie ostatnich 2 miesięcy, trochę z nich to część mojego przedwczesnego prezentu urodzinowego, który dostałam od chłopaka.

Przejdźmy zatem do rzeczy.

Produkty do włosów:



 * szampon łopianowy Herbal Care -Farmona do włosów tłustych z tendencją do łupieżu. Kupiony w Biedronce za 5,99 zł. Pojemność to 300 ml. 

* odżywka do włosów Dove silk & sleek. Cena to ok. 7 zł. Na moich włosach nie uczyniła żadnego spektakularnego efektu. Może troszkę lepiej się rozczesują, ale liczyłam na coś więcej. 


W Superpharm znalazłam następujące produkty (w dość dużej promocji):


* Maybelline Dream Fresh BB 8 w 1 BB Cream. Kolor-medium. Plusem jest wysoki filtr UV - SPF 30. Kupiłam go za niecałe 14 zł. Jeszcze nie mam wyrobionego zdania na jego temat.

* Astor Skin Match Care BB Cream 5 w 1. Kolor-200-Nude. Wpada w odcienie różowego, co nie u każdego się sprawdzi. Mnie osobiście pasuje, choć zachowuje się bardziej jak podkład-jest dość ciężki, gęsty i dobrze kryjący. Ma także SPF 25. W promocji kosztował również ok.14 zł. 

* Moraz Teenage- krem do twarzy dla skóry trądzikowej z wyciągiem z rdestu. Muszę przyznać, że wcześniej nie słyszałam o tej firmie-bodajże izraelskiej. Posiada ona własne uprawy organiczne rdestu na obszarze Galilei i doliny Jezreel. Skusiła mnie cena-krem kosztował chyba 12 zł (przeceniony z 39,99zł). Dodatkowo przy zakupie dowolnego kosmetyku z tej firmy każdy klient otrzymał za 1 grosz kosmetyczkę z firmy Ideal, która w regularnej cenie kosztuje 27,99 zł. Dokładna recenzja tego kremu pojawi się niedługo na moim blogu, gdyż jest on naprawdę wart uwagi. 



* Beauty Formulas- chłodząca mgiełka do ciała. Kosztuje w cenie regularnej 9,99 zł. Ja używam jej jako mgiełki utrwalającej makijaż i spisuje się bardzo dobrze. Doskonała także na upały. Nie trzeba jej wycierać, ładnie "wtapia się" w skórę.

*Synergen pianka myjąca do twarzy- to już produkt z Rossmanna. Kosztuje ok. 10 zł, ja złapałam ją w promocji za bodajże 6,99 zł. Jak dla mnie jest to idealny produkt do mycia twarzy. Mimo moich bardzo wrażliwych oczu, ta pianka wcale ich nie podrażnia (jest pierwszym kosmetykiem, który tego nie robi). Zasługą tego jest zapewne fakt, iż nie zawiera ona mydła.



* Evree- odżywczo-ochronny krem do rąk i paznokci do skóry wrażliwej i suchej. Dostępny w Rossmannie za ok. 7 zł. Skusiłam się na niego przede wszystkim ze względu na skład. Nie zawiera parabenów, w składzie znajdziemy za to odżywcze olejki owocowe, witaminy oraz roślinne emolienty. Dostępny także w innych wersjach. Krem jest bardzo gęsty, dobrze nawilża dłonie i ma przyjemny zapach. Czego chcieć więcej? ;)

*Soraya- balsam utrwalający opaleniznę. Zapłaciłam za niego ok. 6 zł (z 50% zniżką podczas likwidacji drogerii). W regularnej cenie na pewno bym go nie kupiła. Czy utrwala opaleniznę? Ciężko powiedzieć. Fajnie nawilża skórę i to by było na tyle. Poza tym zawiera drobinki rozświetlające, których jest tak dużo, że po nałożeniu balsamu na ciało świecę się jak choinka. Nie polecam.



* Delia- henna w kremie do brwi i rzęs. Moja jest w kolorze brązowym. Używam jej razem z mamą i obie jesteśmy zadowolone. Nadaje ona ładny, naturalny kolor naszym brwiom. Według producenta starcza ona na 15 użyć (przy koloryzacji brwi+rzęs). My farbujemy tylko brwi, więc starczy nam na więcej użyć. Łatwa w przygotowaniu i aplikacji. Dobrze zmywa się ze skóry. Dostanie ją w Rossmannie za ok. 10 zł.

*Biosilk- jedwab do włosów. Dostępny w Biedronce za 3,49 zł. Pojemność-15 ml. O jedwabiu chyba dużo pisać nie muszę. Pozostawia włosy przyjemne w dotyku, ułatwia ich rozczesywanie, ma przyjemny zapach.

Lakiery do paznokci:


 * Biały lakier do paznokci z Lovely nr 25. Mój absolutny ulubieniec tego lata. Ładnie kryje (po nałożeniu 2 warstw) i dość długo utrzymuje się na moich paznokciach-ok. 4 dni. Nie ma w sobie żadnych błyszczących drobinek, co bardzo lubię. Cena to 5,49 zł.

* Rimmel 60 seconds w kolorze Caramel Cupcake (nr 500). Lubię lakiery z tej serii za to, że szybko schną, mają duży pędzelek ułatwiający aplikację i dobrze kryją. Trwałość także na plus. Kupiłam go w Superpharm za ok. 6 zł (promocja dla posiadaczek karty Lifestyle). 


Teraz pora na inne różności z Rossmana:

*Produkent- czyściki do przestrzeni międzyzębowych. Dla mnie doskonały wynalazek, łatwiejszy w użyciu niż nic dentystyczna. Są to czyściki wielokrotnego użytku. Dobre także dla ludzi z aparatem ortodontycznym czy mostami. Cena za 6 szt. to ok. 5 zł.

* Wibo- bibułki matujące- jak każde bibułki dobrze pochłaniają nadmiar sebum z twarzy, dzięki czemu nasza twarz przestaje być świecąca. Cena- ok. 5 zł.

* Wibo- Eye liner Waterproof. Kupiłam go z polecenia Oleśki z kanału theoleskaaa na yt. Ma fajny, cieniutki aplikator, dzięki czemu namalujemy nim naprawdę cieniutkie kreski. Jedyną wadą jest to, że niestety nie jest on, tak jak zapewnia producent, wodoodporny. Kosztuje ok. 7 zł.

* Lovely- Natural Lip Stick- pomadka ochronna z aloesem i mentolem. Po nałożeniu powoduje efekt przyjemnego mrowienia na ustach. Kupiłam ją ze względu na zawartość filtrów UVA i UVB. Pamiętajcie, że usta także trzeba zabezpieczać przed działaniem promieni słonecznych, bo są one jednym z najczęstszych miejsc powstawania nowotworu skóry. Cena to ok. 4 zł.


 * Samolotowy zestaw pojemników na kosmetyki- czyli max. 100 ml. Zawiera 2 pojemniczki do "wyciskania produktu" np. na szampon, jeden z atomizerem- do rozpylania kosmetyku, jeden z pompką (który pożyczyłam mamie) i 2 słoiczki na krem. Całość zapakowana jest w przezroczystej kosmetyczce. Zestaw idealny do spakowania w bagaż podręczny do samolotu. Kupiony w Empiku ze zniżką 50% za jedyne 7,45 zł.


* Moje pierwsze pędzle Hakuro. Po kolei od dołu:
- H70
- H80
- H76
- H77
- H13

Cztery pierwsze to pędzle do makijażu oczu, ostatni służy do nakładania różu. Jestem z nich bardzo zadowolona. Ceny możecie sprawdzić tutaj


 * Sztuczne rzęsy w kępkach -elf. W zestawie znajduje się 18 kępek i klej do ich zakładania. Rzęsy te są wielokrotnego użytku. Kupione za 9,90 zł na stronie podanej powyżej.

* Virtual- long lasting Eye Liner -biała kredka na linię wodną. Cena- 7,50 zł.



* Honolulu by W7 -matowy bronzer do twarzy. Do bronzera dołączony jest mały pędzelek, który świetnie nadaje się do nałożenia tego produktu. 

* Loreal True Match -róż do policzków w kolorze Baby Blossom. Przepiękny jasny kolor, nie osypuje się, jedwabisty w dotyku (także na twarzy). 

*Revlon Colorburst -szminka w kolorze Candy Pink. Kolor na ustach nie jest tak intensywny jak w opakowaniu. Szminka ta bardzo fajnie nawilża i nabłyszcza usta. 


* 3 paletki Technic electric beauty. Od góry:
-Electric Eyes
-Metalix
- UV 

Paletki kosztują jedynie 11,90 zł a ich pigmentacja powala na kolana. Śmiało mogę stwierdzić, że jest taka sama jak w paletkach Sleeka. Szkoda, że na razie dostępne są tylko te 3 wersje kolorystyczne. Podoba mi się to, że kolory nie powtarzają się w żadnej z tych paletek, tak jak dzieje się to w paletkach Sleeka. Minusem dla niektórych osób może być fakt, że paletki te składają się jedynie z perłowych cieni, nie znajdziemy wśród nich żadnych cieni matowych. Jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na temat tych paletek, zobaczyć swatche czy przykładowe makijaże wykonane którąś z tych paletek, napiszcie mi o tym w komentarzu :)

I to już koniec moich zakupów wakacyjnych. Wiem, że jest tego strasznie dużo, ale podejrzewam, że teraz już przez bardzo długi czas nic nie kupię.

A na koniec pokażę Wam jak kotomaniaczka przechowuje swoje pędzle :D :




Mam nadzieję, że taki post się Wam spodobał. Teraz wracam do czytania bardzo fajnej książki, a mianowicie "Chemiczne metody analizy ilościowej" Cygańskiego :D

Czy używałyście czegoś z wyżej wymienionych produktów? Może macie na któryś z nich ochotę? Odpowiedzi piszcie w komentarzach:)

Pozdrawiam Was serdecznie :)

sobota, 17 sierpnia 2013

Kosmetyk roku 2012- dermo pHarma Skin Repair Expert Compress Mask 4D -czyli kilka słów o maseczce, którą znaleźć możecie w Biedronce

Dziś post poświęcony maseczce, którą znalazłam w urodzinowej edycji pudełka Shinybox z czerwca. W pudełkach czerwcowych mogłyśmy znaleźć maski przeznaczone do cery z różnymi niedoskonałościami. Moja maseczka przeznaczona  była do skóry z wypryskami, zaskórnikami, zanieczyszczeniami, rozszerzonymi porami i zmianami zapalnymi. Pierwszy raz miałam do czynienia z maską bawełnianą, więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym produkcie.





Maska jest dość obficie nawilżona (wręcz mokra), ale na szczęście nic nie spływa nam na twarz czy szyję. Dobrze "przykleja" się do twarzy, niestety na moją twarz okazała się nieco za duża i odklejała się na brzegach, przez co musiałam przez całe 20 minut jest używania leżeć grzecznie na plecach, by maska się nie zsunęła (ale to wcale mi nie przeszkadzało :D).
Jeżeli zaś chodzi o samo działanie, według mnie jest ono bardzo dobre. Maska genialnie nawilżyła moją twarz, przez co stała się ona bardzo gładka, "miękka", a efekt ten pozostał na kilka dni. Po jednym użyciu nie jestem w stanie stwierdzić jak maseczka radzi sobie z tymi wszystkimi problemami skórnymi, do których została przeznaczona. Zauważyłam jednak lekkie zwężenie porów na swoim nosie. Skład maseczki jest dość dobry. Głównym składnikiem jest olejek arganowy.
Opis składu wg producenta:
* olejek arganowy tzw. "złoto Maroka"- przyspiesza gojenie, hamuje rogowacenie gruczołów łojowych, zapobiega ich zaczopowianiu. Łagodzi objawy trądziku młodzieńczego, alergii i łuszczycy.
* oczar wirginijski tzw. "złoto Indian" - działa ściągająco, przeciwzapalnie, grzybobójczo, przyspiesza ziarninowanie (odbudowę tkanki skóry).
* polifenole (zielona herbata)- działają antyzapalnie i łagodząco. Zmniejszają podrażnienia
i zaczerwienienia. Wspomagają gojenie drobnych uszkodzeń skóry i leczenie trądziku, regulując pracę gruczołów łojowych.
* arbutin- zapobiega powstawaniu plam i piegów.  Leczy podrażnienia i rozjaśnia blizny potrądzikowe. Działa przeciwbakteryjnie.
* gliceryna- reguluje wilgotność przez 24h w głębokich warstwach rogowych naskórka.
* alantoina- pochodna mocznika. Działa nawilżająco i wygładzająco, eliminuje podrażnienia.
* rozmaryn- zawiera kwas karnozowy i karnozol, które wykazują wysokie działanie antyoksydacyjne. Chroni skórę przed wolnymi rodnikami oraz posiada silne właściwości antybakteryjne, antyseptyczne i przeciwzapalne.
* witamina E- antyoxydant, chroniący komórki przed utleniaczami. Nawilża i uelastycznia skórę, wspiera proces odnowy komórkowej.

Rezultaty stosowania maski (wg producenta):
- regulacja i zwężenie porów,
- redukcja zaskórników i wyprysków,
- rozjaśnienie blizn i plam potrądzikowych.

Minusy (wg mnie):
- parabeny obecne w składzie,
- jednorazowe użycie maski,
- wysoka cena - ok 7 zł.

Teraz maskę można dostać w Biedronce za 5,89 zł. Według mnie cena ta i tak jest za wysoka jak za maskę jednokrotnego użytku, ale spróbować zawsze warto. Szczególnie polecam przed jakimś ważnym wydarzeniem, czy imprezą. Po użyciu maski, twarz stanie się głęboko nawilżona i promienista ;)

A jakie jest Wasze zdanie na temat takich bawełnianych maseczek? Używałyście? Odpowiedzi piszcie w komentarzach :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...